poniedziałek, 1 lipca 2013

Kambodża - niespontaniczni spontanicznie

 Więcej zdjęć jak zwykle tutaj: KLIK KLIK


Zazwyczaj mamy wszystko ogarnięte... Każdy nasz wyjazd jest poprzedzony wieloma godzinami spędzonymi w internecie, w celu ustalenia wszystkich niezbędnych szczegółów.

Zazwyczaj mamy  plan... Wiemy co, gdzie i kiedy. Czasem plan jest bardziej napięty, czasem troszkę mniej, ale przynajmniej jest... 

Dlatego też ciężko powiedzieć że jesteśmy spontaniczni w naszych wyjazach. Do czasu...

W zeszłym roku przytrafiło nam się po raz kolejny jechać do Tajlandii. Plan był. Wiedzieliśmy co chcemy, gdzie chcemy i kiedy chcemy. Problem pojawił się w momencie w którym my fizycznie już byliśmy w Bangkoku, a nasz bagaż dalej kręcił się po lotnisku we Frankfurcie. No trudno zdarza się... Okazuje się jednak, że nasz bagaż musimy odebrać z lotniska osobiście. Nie żeby było nam to na rękę, ale mus to mus, nawet Polak nic nie poradzi.

Na lotnisku zdarza się rzecz niespotykana. Podejmujemy spontaniczną decyzję o wyjeździe do Kambodży, nowy cel - Angkor Wat. Pomysł ten już od jakiegoś czasu pojawiał się w naszych wspólnych rozmowach ale nigdy jakoś dokładniej tego nie rozważaliśmy. Także teraz to już tylko zakup biletów, check in, start, kanapka w samolocie, lądowanie, taksówka, hostelito i wywiad.jak dostać się do Angkor Wat... 

Temat okazuje się bardziej skomplikowany niż się początkowo wydawało. Do Angkor Wat jest jakieś 20 minut drogi rowerem z Siam Reap. Problem w tym, że samolot którym lecieliśmy wylądował w Phnom Penh. Także następnego dnia spontanicznie złapaliśmy autobus we właściwym kierunku i spontanicznie spędziliśmy w nim 8 godzin.

Spontaniczną decyzją było też zwiedzanie świątyń w kompleksie Angkor Wat rowerem, co w czterdziestostopniowym upale okazało się nie najlepszym pomysłem :)

Wniosek z całej wyprawy jest taki, że spontaniczne wyjazdy z pewnością są ciekawe ale niekoniecznie łatwiejsze w organizacji :)